Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 23 czerwca 2017**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 23 czerwca 2017**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 23 czerwca 2017 **


wydanie piaseczynsko-ursynowskie (nr 670), 2017-05-19
Zakochani (w Wiśle) są wśród nas

12
KONSTANCIN-JEZIORNA Flis Festiwal w Gassach to jedna z nielicznych imprez, podczas których przeszłość można poczuć nie tylko pod nogami – stąpając po tradycyjnych drewnianych łodziach – ale i w... kubkach smakowych

Jeszcze kilka lat temu Urzecze było zapomniane. Z odmętów niepamięci wydobył je Łukasz Maurycy Stanaszek. Obecnie folklor nadwiślańskiego mikroregionu – od ujścia Pilicy po Saską Kępę – przeżywa renesans. W sobotę w Gassach, dokąd przybyło rzeką kilkanaście drewnianych łodzi, strugano elementy ich wyposażenia, śpiewano flisackie pieśni i w końcu rozsmakowywano się we flisackich zupach gotowanych w kociołku na ogniu i powidłach z buraka cukrowego.

Wisła zawsze mnie ciągnęła
– Kocham Wisłę i pływanie po niej – wyznaje Wojciech Trela, kierowca z Sandomierza. Do Gassów w sobotę dopłynął wraz z załogą dubasem pachnącym nowością. Takie łodzie pływały po Wiśle 300-400 lat temu. Replika dawnej jednostki niebawem będzie woziła turystów w Sandomierzu. – Jest jedna różnica. Ona ma motor, a kiedyś dubasy napędzały żagle lub wiosła, gdy spływały ze zbożem, solą czy piachem w stronę Gdańska. Teraz bez silnika nie poradzilibyśmy sobie – przyznaje pan Wojciech. Nie on jedyny w Gassach był w sobotę po raz pierwszy. Tuż obok ochrzczona i oficjalnie nazwana została pychówka (czyli łódź wiosłowa też z silnikiem) przybyła z Czerwińska nad Wisłą. – Mówimy na nią Orleanka, bo z polską wystawą ta łódź wędrowała nad Loarę, do Orleanu – wyjaśnia Wojciech Wangryn, właściciel pychówki. Kiedyś znajomy zabrał go w rejs po Wiśle i tak rozmiłował się w pływaniu po rzece. Orleankę kupił pół roku temu. – Zawsze marzyła mi się własna łódka – zdradza.
Łódka śniła się też Markowi Byliniakowi z Warszawy. W końcu sobie ją wydłubał z pnia topoli. Wcześniej czytał książki o Syberii (gdzie dłubanki są popularne) i oglądał rysunki. – Jestem ogrodnikiem, kiedy dostałem zlecenie na wycięcie dużego drzewa, pomyślałem, że będzie idealne na dłubankę – opowiada. Łódka udała się. W sobotę pan Marek wiosłował po zatoczce w Gassach tuż obok kanadyjki przywiezionej z Krakowa. Michał Oramus, miłośnik kultury Indian, pokonał nią wiele rzek w Polsce i na północy Europy. – Jednak uwielbiam Wisłę, na zachód od Uralu to ostatnia tak dzika rzeka. Jest piękna – oznajmia.
Flis Festiwal ma swoich stałych bywalców – ludzi rzeki. Przodkowie Sławomira Cyniaka mieszkali jeszcze w XVIII wieku w osadzie Rybitwa na warszawskim podzamczu. – Zawsze mnie dziwiło, czemu mnie tak Wisła ciągnie – żartuje. Po latach przerwy, na stałe wrócił nad rzekę. Pływa na galarze oraz naprawia łodzie.

Sytocha i siuforek robią furorę
Kiedy panowie byli zajęci opowieściami o flisackich przygodach na Wiśle, kilkaset metrów dalej, w kociołkach warzyła się dla nich zupa gulaszowa oraz siuforek, czyli zupa rybna. Goście imprezy, którzy skosztowali obydwu tradycyjnych potraw z Urzecza, wychwalali kucharki pod niebiosa. – Reaktywowaliśmy obie łużyckie zupy po dziesiątkach lat – mówi Grażyna Leśniak, współzałożycielka Fundacji Szerokie Wody, będącej jednym z organizatorów Flis Festiwalu. – Na Urzeczu kuchnia zależała od rzeki, tak jak i wiele innych rzeczy. „Gdyby Wisła nie topiła, łużycanka by w złocie chodziła” – przytacza przysłowie. – Po naszej stronie Wisły żywiono się głównie pszenicą i ziemniakami – opowiada pani Grażyna.
Stąd jednym z głównych łużyckich dań jest sytocha, czyli budyń ziemniaczany okraszony skwarkami, żeby najeść się szybko i do syta. Na sobotę sytochę przygotowały ubrane w regionalne stroje panie z zespołu Łużycanki. – Pamiętałam jej smak z dzieciństwa, mama ją gotowała, gdy szybko wracała z pola. Kiedy pan Stanaszek wskrzesił Urzecze, poprosił mnie, abym ugotowała sytochę – opowiada Marianna Cecylia Węcławiak z Gassów. – Na pierwszy Flis Festiwalu ta potrawa wydawała nam się trochę niewyględna. Jednak teraz ją wszyscy faworyzują, biorą nawet w słoiki i wiozą do Warszawy, żeby podzielić się z rodziną, dać na spróbowanie – mówi śmiejąc się.
Sytocha, tak jaki i aromatyczny barszcz chrzanowo-buraczany już są na liście mazowieckiego dziedzictwa kulturowego. W sobotę uczestnicy imprezy zajadali się także łużyckimi pierogami z kapustą, grzybami i mięsem. – Na dożynkach prezydenckich w Spale czy wojewódzkim święcie plonów łużyckie potrawy zrobiły furorę – mówi Grażyna Leśniak.
Uczestnicy VI Flis Festiwalu mogli też samodzielnie zmielić zboże w żarnach, a potem spróbować podpłomyków z tej mąki lub posmakować konfitur z buraków cukrowych, które onegdaj gotowali nadwiślańscy osadnicy, a teraz zaczęli produkować Andrzej i Tomasz Ciołkowscy z okolic Pszasnysza.
A tego wszystkiego można było kosztować słuchając muzyki flisackiej oraz łużyckiej. Na zakończenie w sobotę zagrały folkowe zespoły Hambawenah oraz Kapela ze Wsi Warszawa. Łodzie odpłynęły z Gassów po niedzielnej mszy świętej.
Festiwalowi patronował Kurier Południowy.
Piotr Chmielewski


Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Walka z żywiołem
· Surowsze kary dla kierowców
· Nie macie ginąć, macie pomagać
· Rozbiegane Piaseczno
· Dzień Dziecka w Planecie Zalesie
· Dyrektor Przedszkola nr 4 przechodzi na emeryturę
· Piknik zamiast referendum
· Zasil szeregi wolontariuszy!
· Zabytkowe samochody na drogach powiatu
· Krajowa 79: nowy początek?
· Niech zamieszkają chrześcijanie albo nikt
· Na deser zaśpiewa Maryla
· Dni Konstancina przepełnione atrakcjami
· Wolna miłość w parku
· Znaleziono macewy na trasie obwodnicy
· Przerzucą szeroki most przez Wisłę
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Gminny festyn przy przebojach Genesis
· Rzucił dzieckiem o chodnik?
· Spór o dęby i kamienie pamięci
· Czas pójść na kajak
· ZG, ZM, ZB i ZP zamiast pociągów
· Spacer po mieście sprzed 100 lat
· Pałac w Młochowie w ręce dzierżawcy
· Uciążliwe firmy zatruwają im życie?
· A2 będzie szersza o trzeci pas?
· Ogrody kipiące kulturą
· Usiądź mieszkańcu i odpręż się
· Optymista z Grodziska
· Do szkoły w stolicy za darmo
· Mieszkańcy mogą wybierać projekty
· Strażacy zapewnili atrakcje mieszkańcom
· Ruszyły śniadania na trawie
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2017  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest